Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwajcarski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szwajcarski. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 lipca 2013

Szwajcarski niemiecki, lekcja 2

Ze szwajcarskim niemieckim idzie mi ciągle kiepsko, ale googlowe hasło, z którego trafia się do nas na bloga najczęściej to właśnie "szwajcarski niemiecki". Wyobrażam więc sobie rozczarowanie istnieniem jedynie pierwszej lekcji :-). Postanowiłam zatem przemóc się po raz drugi i spróbować wyprodukować kolejną małą część.

Tym razem inspiracją była wspinaczkowa wizyta w rejonie Neuhaus koło Interlaken, który swoją drogą gorąco polecam. Rozgrzewaliśmy się z Bobkiem na drodze o wdzięcznej nazwie "Blaue Mäntig". Okazuje się, że jest to nic innego jak Blauer Montag, czyli niebieski poniedziałek w dosłownym tłumaczeniu, a w mniej dosłownym - wolny poniedziałek.

Przy okazji zatem nazwy dni tygodnia:
Mäntig
Zischtig
Mittwoch
Donschtig
Friitig
Samschtig
Sonntig

Te "g" na końcach wyrazów są często w ogóle nie wymawiane.

Oczywiście aktualne są uwagi z części pierwszej, tzn. nie odpowiadam za dokładną wersję tych słów, która różni się w zależności od regionu.

Teraz, żeby docelowo można się było umówić na konkretną godzinę danego dnia, najpierw liczby:
1 äis                                   5 füüf                           9 nüün  
2 zwäi                                 6 sächs                        10 zää
3 drüü                                 7 siebe                         11 elf
4 vier                                  8 acht                          12 zwölf  

Ale już przy podawaniu czasu do wiekszości z nich dodaje się końcówkę i. Czyli: 
um
1 äis                                   5 füüfi                           9 nüüni 
2 zwäi                                 6 sächsi                        10 zäni
3 drüü                                 7 siebni                         11 elfi
4 vieri                                 8 achti                          12 zwölfi 

I do tego połówki godzin, np. przeurocze :-)  halbi elfi (10:30)

Aby dopełnić obrazu:
am Morge - rano
am Abig - wieczorem.


I na zakończenie krótkiej części drugiej dla chętnych piosenka "Blaue Mäntig  :-)
http://www.youtube.com/watch?v=ghH0VrnXydE,
z której pierwszych słów korzystając można się dowiedzieć, że Zeit czyli czas, to w dialekcie Zyt.






czwartek, 26 stycznia 2012

Szwajcarski niemiecki - krótka lekcja pierwsza

Najpierw zaznaczę, że post o języku kosztuje mnie sporo wysiłku, więc na razie będzie skromnie. Do tego, mimo najszerszych chęci nie mam stuprocentowej pewności, czy wszystko, co napiszę jest prawdą :-) (głównie chodzi tu o dokładną pisownię, przyczyny pewnie będą jasne niżej). Ale starałam się solidnie przygotować zanim zaczęłam pisać. Bardziej zaawansowane  lekcje nastąpią zapewne po dłuuugim czasie.

W Szwajcarii jednym z języków urzędowych jest niemiecki. Właściwie większość kantonów jest niemieckojęzyczna. I z taką wiedzą przeżyłam większość swojego dotychczasowego życia. Nie ukrywam, że niesamowitym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie, że te niemieckojęzyczne kantony rozmawiają dialektem, a właściwie dla utrudnienia różnymi jego odmianami. Również wiele stacji radiowych i telewizyjnych posługuje się, no właśnie nawet tu mam problem, Schwyzerdütsch, Schwiizertüütsch, Schwizertitsch itd (odpowiednie słowo należy wybrać w zależności od tego, czy mieszka się w Bernie, Zurychu, Bazylei itd - kolejność niezachowana).
I żeby było jasne, jest to dialekt na tyle różny od niemieckiego, że Niemcy Szwajcarów nie rozumieją. Trafiłam nawet na dyskusję Szwajcarów, w której jeden sugerował, że szwajcarski niemiecki nie powinien być nazywany dialektem, ale odrębnym językiem. Nie wgłębiam się. Dość, że naprawdę się różni. Mnie osobiście podoba się dużo bardziej niż Hochdeutsch. Na moje niewprawne ucho brzmi jak mieszanka niemieckiego z norweskim (który to język kojarzę jedynie z kilkakrotnie oglądanego filmu "Kumple", ale przecież mogę mieć swoje skojarzenie. Na ile zdołałam się zorientować nie tylko ja takie mam, więc tym bardziej mogę o nim napisać :-)).
Na pocieszenie - wszyscy Szwajcarzy powinni znać niemiecki. Szwajcarski jest tylko językiem mówionym, ewentualnie pisanym na fejsbuku :-), więc w szkole wszyscy uczą się niemieckiego. Tak więc jeśli trafimy na miłą osobę, wystarczy poprosić, żeby przeszła na Hochdeutsch.

Jeśli ktoś jest ciekawy, znalazłam stronę z próbkami głosowymi różnych odmian szwajcarskiego http://www.dialekt.ch/liste.htm. 

Kluczem do dobrej wymowy w szwajcarskim jest gardłowe "ch" (brzmiące tak, jakby, delikatnie mówiąc, czyściło się gardło) - chyba ulubiona głoska tego narodu. Wszędzie podawanym jako reprezentatywne słowo szwajcarskiego niemieckiego jest CHUCHICHÄSCHTLI  (kredens kuchenny). Podobno można zyskać sobie sympatię Szwajcarów wymawiając je poprawnie. Ale nie wiem, czy to faktycznie wystarczy :-). Istnieje nawet teoria, że skrót CH oznaczający Szwajcarię nie pochodzi wcale od Confoederatio Helvetica, ale właśnie od ich słynnego chrząkającego "ch" :-).

Tyle tytułem wstępu. Na razie nie jestem gotowa, aby zagłębiać się w różnice gramatyczne i inne bardziej zaawansowane cechy szwajcarskiego. Ale pomyślałam, że parę słówek pozwalających poczuć się swobodnie w samoobsługowym sklepie :-) nie zaszkodzi.

Tak więc mały słowniczek część pierwsza (uwaga: może się to odrobinę różnić w zależności, od tego, w jakim kantonie jesteśmy)

  • Grüezi                           Dzień dobry (słówko to słyszałam wymawiane na co najmniej trzy sposoby)
  • Grüezi mitenand            Dzień dobry wszystkim ("mitenand" jest zawsze dodawane, jeśli mówi się "dzień dobry" więcej niż jednej osobie)
  • Salü,  Salü zäme            odpowiednio: Cześć, Cześć wszystkim
  • Merci, Merci vilmal        odpowiednio: Dziękuję, Dziękuję bardzo (niektórzy mówią "Danke", ale ale między k i e wciskają jeszcze swoje gardłowe                                          ch). Merci wymawiane jest ze zwykłym r, a nie tym francuskim.
  • (Uf) Widerluege, Ade     oba oznaczają "Do zobaczenia", ewentualnie Ade mitenand jako "Do zobaczenia wszystkim"

Właściwie w sklepie to powinno wystarczyć :-) Ewentualnie rada, której udzielił mi Bob to to, że nie proszą tutaj o drobne. A było to po tym, jak po raz pierwszy robiłam zakupy i pani zadała mi niespodziewanie pytanie, którego nie zrozumiałam. Ale uznałam, że na pewno pyta, czy nie mam drobnej końcówki. No więc przeszukałam monety i odpowiedziałam, że nie (przy okazji nie to nei). Wszystkiemu przyglądał się Bob i powiedział mi potem, że pani pytała mnie  o kartę stałego klienta :-). p.s. teraz już trochę lepiej rozumiem :-).

Cdn...